6-2017 Widziane nie tylko z ratusza

Nasi mieszkańcy wciąż najwięcej próśb pod adresem władz gminnych zgłaszają odnośnie poprawy stanu dróg. Ten temat nieprzerwanie przewija się na sesjach Rady Miejskiej i na posiedzeniach komisji. Takie postulaty wręcz masowo przekazują nam też sołtysi. Nie ma chyba tygodnia, by do naszego urzędu nie wpłynęło pismo w tej sprawie, wiele jest również zgłoszeń telefonicznych.

Prośby o wyrównanie czy podsypkę dróg pojawiają się zwłaszcza po obfitych opadach deszczu i okresach suszy. Wtedy, gdy pojazdy porobią wyżłobienia i wyboje do tego stopnia, że drogi stają się trudno przejezdne. Równanie i podsypka to rozwiązania doraźne, najwyżej na kilka tygodni. Ale w pobliżu powoli zaczyna już brakować odpowiedniej jakości żwiru. Jak wyczerpią się pokłady kopalń w Barszczewie i Leonowiczach, trzeba będzie go sprowadzać z zewnątrz, co podniesie koszt żwirowania dróg, a przede wszystkim budowy nowych odcinków. Z naszego budżetu już teraz wydajemy na ten cel znaczne fundusze, a nie zanosi się, by pojawiły się jakieś ekstra środki, gdyż możliwości pozyskania takowych z programów rządowych i unijnych dla gmin spoza dużych aglomeracji w obecnym rozdaniu są dość ograniczone. Tym niemniej inwestycji drogowych robimy sporo, chociaż jak na razie głównie za środki własne oraz wspólnie z powiatem. I co tu dużo mówić, sieć utwardzonych dróg w naszej gminie nie jest znowu taka mała. Problem dotyczy raczej miejscowości na uboczu z niewielką ilością mieszkańców.

Wracając do żwiru, to swoją drogą jest to intratny interes. Na przykład w ostatnich latach pod Sokółką ze względu na koniunkturę w drogownictwie powstało istne zagłębie żwirowe. Właściciele tamtejszych kopalni zdecydowali się nawet na wybudowanie na własny koszt przedłużenia torów i budowę bocznicy kolejowej, aby żwir ładować bezpośrednio na wagony i wozić do Białegostoku. Tyle że naruszy to spokój wsi Bohoniki, którą zamieszkuje mniejszość tatarska, znajduje się tam meczet i mizar – cmentarz muzułmański. Nic dziwnego, że mieszkańcy zaprotestowali, gdyż ich miejscowość, gdy taki transport zostanie uruchomiony, nie będzie już dla nich przyjazna i tak atrakcyjna turystom. Sokólskie władze usilnie szukają teraz kompromisowego rozwiązania, rozważając narzucenie inwestorowi budowy tunelu.

Na terenie naszej gminy mimo wyczerpywania się pokładów żwiru także nowe kopalnie są jeszcze uruchamiane. Ostatnio michałowski przedsiębiorca, który taki interes zrobił w Barszczewie, zaczął wydobywać kruszywo w Juszkowym Grodzie. Spotkało się to z protestem właścicielki sąsiedniej posesji. Wskazała na możliwe uciążliwości typu hałas, pył, niszczenie drogi we wsi wskutek ciężkiego transportu. Inwestor uspokaja jednak, że mieszkańcy tego nie odczują.

Na żwirowanie, utrzymanie i remonty dróg w tym roku przeznaczymy kilka mln zł. I chociaż nie wystarcza to, by zadbać o w miarę należyty stan wszystkich dróg gminnych jednocześnie, to takich prac wykonuje się bardzo dużo. Okazuje się, więcej nawet niż w ościennych gminach. Przy okazji wspólnego szkolenia dla urzędników rozmawiałem niedawno ze swym odpowiednikiem w urzędzie w Zabłudowie. Przyznał, że telefon u nich wręcz urywa się od zgłoszeń mieszkańców domagających się natychmiastowej naprawy i budowy dróg. Nasi sąsiedzi w budżecie mają na ten cel dwa razy mniej pieniędzy niż my. A dróg, za które odpowiadają, na pewno więcej.

Osobiście również od mieszkańców często odbieram tego rodzaju telefony, wyręczając czasem burmistrza, który ma ich oczywiście jeszcze więcej. Staramy się na bieżąco reagować, gdy tylko prośby są zasadne. I nie czekamy aż pojawią się sygnały i zgłoszenia. Burmistrz z pracownikami referatu inwestycyjno-geodezyjnego w zasadzie co tydzień dokonują objazdów dróg w gminie, często przy okazji wyjazdów w innych sprawach.

Niedawno odebrałem telefon od zdesperowanego rolnika, noszącego się z zamiarem nasłania „kogo trzeba”, aby burmistrz i pracownicy natychmiast zadziałali, bo cysterna nie może dojechać, by odebrać mleko z gospodarstwa. Na miejscu okazało się, że stan drogi, mimo że niedobry, nie pogorszył się aż na tyle, że całkiem nie dało się tamtędy przejechać. Co jakiś czas gmina zamawia tam wywrotkę czy dwie żwiru. Tak było i tym razem, najgorsze miejsca zostały podsypane. Rolnika to jednak nie uspokoiło, zażądał wzmocnienia i utwardzenia nawierzchni, czyli w rzeczy samej budowy drogi. No bo gmina rzekomo jest bogata, więc stać ją na to... Być może, ale jeszcze nie teraz, bo kolejka takich dróg w gminie jest bardzo długa. Zdenerwowanemu rolnikowi próbowałem to tłumaczyć, przekonując że na terenie gminy co roku są utwardzane kolejne odcinki dróg i trzeba czekać na swoją kolej. Ale jak wszędzie, należy uwzględniać pewne kryteria. Najważniejsze z nich, to pierwszeństwo mają te szlaki, które służą jak największej liczbie mieszkańców. A w tym przypadku prawie kilometrowy odcinek prowadzi w zasadzie tylko do jednego gospodarstwa.

Przypomnę, że w tym roku oprócz równania, żwirowania i niewielkich remontów na drogach, tudzież wykonywania zjazdów i wjazdów, a także budowy miejsc parkingowych, realizujemy też większe inwestycje drogowe. Do końca sierpnia zostanie wybudowana prawie pięciokilometrowa droga z Zaleszan do Jałówki za blisko milion złotych. W czerwcu ruszyły też prace przy budowie pierwszego blisko dwukilometrowego odcinka drogi z miejscowości Kuchmy, którego koszt wyniesie 1,5 mln zł. Docelowo asfaltowy dywanik będzie wylany do Podozieran. Inwestycja jest finansowana po jednej trzeciej przez gminę, powiat i Lasy Państwowe.

Co roku staramy się też wybudować w gminie co najmniej jedną drogę rolniczą, prowadzącą do pól czy łąk. Połowę funduszy na ten cel pozyskujemy z urzędu marszałkowskiego. W tym roku taką drogę będziemy budować prawdopodobnie w obrębie wsi Oziabły. Dofinansowanie na ten cel przyznawane jest jednak pod warunkiem spełnienia kryteriów technicznych. Najważniejszym z nich jest to, że droga rolnicza nie może być węższa niż sześć metrów. Trudno taką znaleźć, gdyż polne dróżki zostały wytyczone dawno, na potrzeby jeszcze furmanek. Wykup gruntów przez gminę w celu poszerzenia pasa jezdnego nie wchodzi raczej w grę, gdyż takie inwestycje nie są przecież najwyższej rangi. Rolnicy, którym zdawałoby się najbardziej na tym zależy, nie są skorzy, by przekazywać je nieodpłatnie.

Na początku czerwca podczas spartakiady samorządowej w Gródku rozmawiałem z kilkoma osobami z innych gmin, by dowiedzieć się co tam się obecnie dzieje. Tak jak przypuszczałem, nigdzie jeszcze nie ma jakiegoś rozmachu inwestycyjnego, choć wszędzie jak u nas gminne roboty nie stoją w miejscu. Wszyscy jednak czekają aż ruszą w końcu na dobre fundusze unijne. Gospodarz – wójt Gródka jest nastawiony, że w gminie w ramach tychże programów dopiero w następnym roku zaczną się pierwsze inwestycje (to m.in. rozbudowa sieci wodno-kanalizacyjnej i modernizacja świetlic wiejskich).

W naszej gminie będzie pewnie podobnie. Trzeba jednak podkreślić, iż pierwsza w tej kadencji milionowa inwestycja za środki unijne – głęboka termomodernizacja szkoły w Michałowie – jest już mocno zaawansowana. Jeszcze w tym roku mogą się rozpocząć, na razie w oparciu o środki własne, kolejne tej skali przedsięwzięcia, jak budowa kanalizacji w Nowej Woli i przedszkola.

Jerzy Chmielewski